|
|  |
 |

Tygodnik Nowy / (wolf) Wtorek, 2003-07-00
SZAMOTUŁY. - Funkcjonowanie zakładu w Szamotułach, podobnie jak i w Obornikach, czyli w centrum miast, to wszystko tylko kwestia czasu. Na przełomie roku zamierzamy przenieść produkcję, z Obornik również, do Słonaw... - powiedział w środę 16 lipca Wojciech Krych, prezes Wielkopolskich Fabryk Mebli S.A. na konferencji prasowej w Obornikach. Dotąd członkowie zarządu bardzo niechętnie rozmawiali z prasą. Teraz chcą wszyscy. Prezes Krych postanowił zmienić ten zwyczaj: - Wielkopolskie Fabryki Mebli praktycznie od 1998 roku generują straty. Prawda jest taka, że rok 2002 dla Wielkopolskich Fabryk Mebli, jako spółki akcyjnej, był pierwszym, w którym przyniosła ona zysk. Jest to zysk, który absolutnie nie jest w stanie pokryć strat z lat ubiegłych, dlatego iż przekraczają one kwotę 20 milionów złotych. Na początku roku 2000 kapitały Spółki były umniejszone w ponad 50 procentach w stosunku do kapitału początkowego. Gdy w sierpniu 2001 rozpocząłem pracę w Spółce jako Prezes Zarządu, długo robiliśmy analizę wstępną jej stanu i zastanawialiśmy się, co zrobić, by Firma mogła zacząć funkcjonować normalnie. Mieliśmy do wyboru albo podjąć decyzję o restrukturyzacji i próbować ją uzdrowić albo po prostu ogłosić upadłość. Ze względu na bardzo niski stan kapitałów własnych wystąpiliśmy do Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy z propozycją projektu uchwały dotyczącej możliwości prowadzenia dalszej działalności gospodarczej przez Spółkę. Zgodę na taką działalność otrzymaliśmy w 2002 r.. Program restrukturyzacji przygotowany i przyjęty przez Radę Nadzorczą we wrześniu 2001 roku, do dnia dzisiejszego konsekwentnie próbujemy realizować. Zakłada on trzy główne elementy. Element pierwszy to dywersyfikacja rynków sprzedaży, zmiana asortymentu produkcji, pro rynkowa polityka Spółki. Przypomnę, że do tego czasu WFM produkowało głównie meble dębowe, rustykalne, przeznaczone w znacznym stopniu dla jednego niemieckiego klienta, wykonywane na wzorach powierzonych, a nie własnych. Taka sytuacja była bardzo niebezpieczna, a wręcz patowa, tym bardziej, że produkcja ta nie była opłacalna i przynosiła coroczne straty. Wprowadziliśmy kilka nowych programów wykonywanych w innych technologiach, co zyskało aprobatę klientów. Na targach w Poznaniu w ubiegłym roku otrzymaliśmy złoty medal za zestaw "Verona" w tym roku za zestaw "Andora". Zmieniliśmy również w tym czasie kierunki sprzedaży, nie rezygnując z rynku rynków zachodnich, rozpoczęliśmy intensyfikację sprzedaży na rynkach wschodnich oraz krajowym. Jednym z elementów programu restrukturyzacji było uruchomienie działalności przez spółkę zależną Meble Oborniki sp. z o.o., która do dnia dzisiejszego zajmuje się handlem, marketingiem, sprzedażą wyrobów na rynku krajowym we własnych siedmiu salonach i innych punktach na terenie całej Polski oraz prowadzi sprzedaż eksportową. Drugim punktem w ramach realizacji programu restrukturyzacji było obniżenie kosztów funkcjonowania spółki. Chciałbym jasno i wyraźnie powiedzieć, że nie jest prawdą, że wszystkie działania związane z obniżeniem kosztów związane były z redukcją zatrudnienia czy wynagrodzeń. Cyfry mówią same za siebie. Udało nam się znacząco zmniejszyć koszty funkcjonowania Spółki. Najmniej udało nam się obniżyć koszty wynagrodzeń i tzw. koszty wydziałowe w poszczególnych zakładach. Pomimo działań prorynkowych oraz posiadania pełnego portfela zamówień w roku 2002 nastąpił spodek sprzedaży, było to wynikiem przede wszystkim braku kapitału na realizację wszystkich zamówień. Zmniejszenie kosztów funkcjonowania spółki w stopniu wyższym niż spadek sprzedaży pozwoliły na przetrwanie tego trudnego okresu. We wspomnianym programie restrukturyzacji, jako kolejny etap, zapisano dalsze obniżanie kosztów funkcjonowania spółki poprzez koncentrację produkcji w Słonawach. Z dużym zaciekawieniem wyczytałem, że są osoby, które wcześniej o tym nie wiedziały, bądź dowiedziały się "pokątnie". Cały ten program był szeroko przedstawiany już w 2001 roku, również na łamach prasy. Trzeci punkt restrukturyzacji związany był z pozyskaniem kapitału, gdyż własne środki naruszone w ponad 50 proc. nie pozwalają na skuteczne funkcjonowanie Spółki. Żeby Wielkopolskie Fabryki Mebli mogły "normalnie" funkcjonować jedyną drogą jest ich dokapitalizowanie i o ile mogę powiedzieć, że dwa pierwsze punkty udało się nam zrealizować w sposób zadowalający, to nie udało się to z punktem trzecim. Co prawda w 2002 zdołaliśmy pewne środki pozyskać, lecz przy balaście zobowiązań, jakie dźwiga na sobie cały czas Spółka, przy dużych kosztach funkcjonowania, okazały się one zbyt niskie by wykorzystać w pełni zdolności produkcyjne. Od kilku miesięcy prowadzimy rozmowy z potencjalnym inwestorem strategicznym, efekt końcowy tych rozmów uzależniony jest od wielu czynników, między innymi od zakończenia programu restrukturyzacji - mówił podczas konferencji prezes Wojciech Krych. Potwierdził, że WFM ma problemy z płynnością finansową: - Prawdą jest, że WFM boryka się z dużymi problemami finansowymi. Nie zrodziły się one dzisiaj ani wczoraj, ale nawarstwiają się od wielu lat. Przeczytałem jak pracownicy wypowiadają się, że kiedyś była w firmie "złota epoka". Ja sobie przypominam takie "złote epoki". Kiedyś były w naszym kraju. Przypomnę tylko, że do 2000 roku spółka żyła tylko na kredytach, które dziś trzeba spłacać i obsługiwać. Już po "wejściu" na Giełdę Papierów Wartościowych w roku 1998, spółka dodatkowo pozyskała środki z emisji akcji oraz kredytów na kwotę 26 mln zł. Wystarczyło tych środków tylko na dwa lata. Na pierwszym spotkaniu z załogą, po analizie finansowej, powiedziałem, że sytuacja jest trudna, lecz zrobimy wszystko, aby firma zaczęła funkcjonować jak najlepiej w jak najkrótszym czasie. Powiedziałem, że jest szansa, że jeżeli wszyscy się weźmiemy do roboty i konsekwentnie będziemy realizować program restrukturyzacji, to tę spółkę wyciągniemy. Zapewniłem także, że przyszedłem nie po to, aby rozliczać przeszłość, a budować przyszłość, lecz powroty do przeszłości jak bumerang powracają przede wszystkim na łamach prasy. To nie jest tak, że w ostatnim okresie narodziły się problemy. Bo, proszę państwa, nie ja i nie ten zarząd wymyślił budowę Centrum Logistyki w Słonawach za około 9 mln zł. Nie ja i ten Zarząd wymyślił uruchomienie spółki "Top Sofa" gdzie umowa była tak skonstruowana, że WFM, pomimo 55 % udziałów, nie miały żadnej decyzyjności. Nie ten zarząd wymyślił że niby da pracownikom akcje, za które trzeba zapłacić. Dziś są dylematy, bo musimy ściągać od ludzi pieniądze za te akcje. To w roku 2000 przeprowadzono restrukturyzację produkcji za kwotę ok. 3 mln zł odbierającą zakładowi w Szamotułach samodzielność produkcji wyrobów gotowych, a jednocześnie zmniejszającą zdolności produkcyjne całej spółki oraz zwiększającą koszty jej funkcjonowania. Wojciech Krych przyznał także, iż firma spóźnia się z wypłatami: - Nie wypłacamy wynagrodzeń w terminie. Do kwietnia udawało nam się realizować wynagrodzenia w tym samym miesiącu z kilku-, kilkunastodniowym opóźnieniem. Teraz ten okres wydłużył się o kolejnych parę dni. To jest trudne. Nie będę przekonywał, że to normalne. Opóźnienia w regulowaniu zobowiązań pracowniczych spowodowane są między innymi ograniczoną płynnością finansową spółki, wynikającą z balastu finansowego okresu minionego oraz strat ponoszonych w niektórych zakładach produkcyjnych. Od kwietnia tego roku uruchomiliśmy trzy spółki produkcyjne, między innymi Szamotulską Fabrykę Mebli Sp. z o.o., które oddłużone pracują na własny rachunek. Jak w każdej gospodarce wolnorynkowej, tak i tu obowiązuje zasada, że dzielić można tylko środki wypracowane przez spółkę, nikt do tego nie będzie dopłacał, bo nie ma takich środków. Od 1 kwietnia zakłady w Szamotułach, Słonawach i Obornikach, to odrębne podmioty. Rozpoczęły one działalność z czyściutkim kontem, bez żadnych zobowiązań. Spółki produkcyjne obciążone są kosztami podatków i amortyzacji (co nie znaczy, że płacą - przyp. W. Krych). Dla zakładu w Szamotułach miesięcznie jest to kwota 90 tys. zł. Czy to jest dużo za taki zakład z maszynami i całym wyposażeniem? - pyta biznesmen. Część produkcji z zakładu w Szamotułach zostanie przeniesiona do Słonaw. To wydaje się być nieuniknione: - Zamierzamy kontynuować program restrukturyzacji. Stanowisko związków zawodowych jako reprezentacji załogi jest jednoznacznie negatywne. Oświadczają, że nie dopuszczą do koncentracji produkcji, czego wyraz dały również na łamach prasy. Informowanie, że chcemy wywieść maszyny, zwolnić ludzi, zlikwidować zakład w Szamotułach jest u podstaw błędne. Tymczasem wszystko wyglądało inaczej. Najpierw poinformowaliśmy o naszym planie restrukturyzacji kadrę, a potem związkowców w spółkach, ponieważ WFM tak naprawdę nie mają związków. Informowaliśmy, że zamierzamy przenieść część produkcji do Słonaw, wskazywaliśmy na oszczędności. Poszliśmy dalej i zaproponowaliśmy, aby zakład w Szamotułach stał się spółką pracowniczą, co oznaczało, że chcieliśmy 80 procent udziałów wartych każdy 1000 zł sprzedać im po 1 zł. Nie było żadnego zainteresowania. Temat storpedowano na starcie. Jeżeli niektórym marzy się Ożarów w Szamotułach, to nie ze mną. Jeżeli ktoś chce to zrozumieć to zrozumie. Byle nie za późno. To teraz tyka zegar i co dzień wybija pewną stratę - skarżył się dziennikarzom prezes Krych. Zarząd spółki jest rozgoryczony postawą związkowców: - Dzień przed zaplanowaną akcją protestacyjną, koncentracja produkcji została wstrzymana ze względu na postawę związków zawodowych, które, należy mieć nadzieję, mają świadomość, że wstrzymując dalszą restrukturyzację bez jednoczesnego znacznego zwiększenia efektywności gospodarowania i wykorzystania zdolności produkcyjnych, mogą jedynie doprowadzić Szamotulską Fabrykę Mebli, a za tym idzie wszystkie pozostałe spółki do upadłości. Odnosi się wrażenie, że decyzje i działania przedstawicieli Związków Zawodowych podejmowane są jedynie w oparciu o krótkowzroczne cele finansowe. Opóźniające się wypłaty wynagrodzeń są wynikiem problemów finansowych, których jedynym rozwiązaniem jest dalsze kontynuowanie restrukturyzacji. Należy zaznaczyć, że żadne takie decyzje nie są wolne od odpowiedzialności zarówno moralnej jak i kodeksowej - powiedział prezes. Wojciech Krych oświadczył także, iż od 23 czerwca, kiedy to otwarto postępowanie układowe, nie skutkują żadne zajęcia komornicze i nakazy zapłaty. Wszystko zostało wstrzymane. Potwierdził, że znaczna część maszyn i urządzeń jest zastawiona od wielu lat, podobnie jak wpisy na hipotekę. Oznajmił, że wyłączenia w dostawie wody, które w ostatnim czasie parokrotnie miały miejsce w zakładzie w Szamotułach były bezprawne. Poinformował, że WFM względem Zakładu Gospodarki Komunalnej w Szamotułach zamierza wyciągnąć z tego powodu konsekwencje. W międzyczasie na sali pojawiła się sekretarka, która ukradkiem pokazała prezesowi karteczkę z informacją, że dzwoni burmistrz Szamotuł. Prezes zajęty rozmową z dziennikarzami nie odebrał. W zamian powiedział swoje zdanie, co do postawy burmistrza, który pomógł związkom w przygotowaniu doniesienia do prokuratury o tym, że zarząd spółki celowo działa na jej szkodę: - Niestety do momentu ukazania się ostatnich artykułów o stanowisku burmistrza nic nie wiedziałem. Rozmawiałem z nim na temat spółki i zakładu w Szamotułach wielokrotnie i nic mi nie powiedział. Próbowałem usilnie się z nim skontaktować telefonicznie. Niestety nie udaje mi się to. Z dużym zainteresowaniem wysłucham, na jakiej podstawie takie stwierdzenia stawia. To są bardzo poważne pomówienia. Od was dowiedziałem się, że zawiadomiono prokuraturę. Ja nie wiem, na kogo, w jakiej sprawie. Nie chcę się za dużo wypowiadać na temat burmistrza i urzędu, ponieważ doniesienia prasowe oraz informacje przekazywane przez związki zawodowe wydają się mało prawdopodobne. Słyszę, że w przygotowaniu doniesienia do prokuratury pracownikom pomógł urząd. Pytam, o co tu chodzi? Czy to są działania, którymi Urząd Miasta i Gminy chce pomóc tej firmie? Jeżeli tak, to za taką pomoc dziękujemy. W grudniu 2001 roku podpisaliśmy umowę przedwstępną warunkową na sprzedaż parkingu przy al. Jana Pawła II. Na przekształcenie tego gruntu i sfinalizowanie transakcji czekamy rok i siedem miesięcy. Na pytanie skąd wzięła się panika wśród pracowników zakładu w Szamotułach, prezes odpowiada krótko: - Nie wiem, mogę się tylko domyślać, czym to jest spowodowane i komu zależy, aby nie doszło do koncentracji produkcji w Słonawach. Od kilku miesięcy w Szamotulskiej Fabryce Mebli trwają prace mające na celu uruchomienie produkcji wyrobów finalnych. W ubiegłym miesiącu spółka wyprodukowała pierwszą partię mebli, niestety okazało się, że większość jest wadliwa. Ktoś te koszty musi pokryć. Mam nadzieję, że zgodnie z deklaracją związków zawodowych jest to ostatni tego typu przypadek. Tuż przed publikacją tego materiału otrzymaliśmy zaproszenie na kolejną konferencję prasową, tym razem od dyrektora zakładu w Szamotułach. Spotkanie ma odbyć się dziś (we wtorek 22 lipca). (wolf)
Meble 1
Wojciech Krych postanowił ustosunkować się do serii artykułów na temat szamotulskiej meblarni, które ukazywały się na łamach lokalnych gazet w ostatnich miesiącach.
Meble 2
Centrum Logistyki w Słonawach, wybudowane kosztem 9 mln zł, na razie jest wykorzystywane w niewielkim stopniu.
Selektywna zbiórka odpadów (TygodnikNowy) Dym było widać z 30 kilometrów (Tygodnik Nowy) Zamknięcie mostu we Wronkach nastąpi 7 sierpnia. Ruch drogowy ustanie tylko na 4 miesiące! (Tygodnik Nowy)
|
|
 |
|  |
|